Kennedy znów straszy telefonami. Nauka mówi co innego.

Sekretarz Zdrowia i Opieki Społecznej Robert F. Kennedy Jr. ponownie (patrz: https://elektrofakty.pl/2026/01/19/departament-zdrowia-i-opieki-spolecznej-usa-kwestionuje-bezpieczenstwo-zdrowotne-telefonow-komorkowych/) zwrócił uwagę na potencjalne skutki zdrowotne pola elektromagnetycznego i promieniowania radiowego, podsycając kontrowersyjną teorię, że urządzenia cyfrowe wyrządzają niewypowiedziane szkody ludzkiemu zdrowiu.

W zeszłym tygodniu Departament Zdrowia i Opieki Społecznej Stanów Zjednoczonych wystosował apel o informacje na ten temat, w tym o historie osób, które uważają, że zostały poszkodowane przez telefony komórkowe, Wi-Fi, elektronikę noszoną i inne urządzenia cyfrowe.

Jak twierdzi Kenneth Foster, emerytowany profesor bioinżynierii na Uniwersytecie Pensylwanii, uznany w świecie specjalista od bioelektromagnetyzmu, doprowadzi to prawdopodobnie do wielu niepokojących osobistych relacji, jednak nie wniosą one niczego nowego do odpowiedzi na pytanie o możliwe zagrożenia związane z polem elektromagnetycznym.

Kennedy ogłosił tę inicjatywę 17 września tego roku w przemówieniu, które wygłosił, otwierając konferencję Children’s Health Defense w Waszyngtonie. Children’s Health Defense jest organizacją non-profit, którą w przeszłości zarządzał Robert F. Kennedy Jr., a która również rozpowszechniała niepotwierdzone twierdzenia na temat szczepionek, geoinżynierii i fluoru. Podczas wydarzenia Kennedy zapowiedział również, że Departament Zdrowia i Opieki Społecznej zbada „chemtrails” – smugi kondensacyjne pochodzące z samolotów, które według niektórych, bez dowodów, rozprzestrzeniają tajne substancje biologiczne lub chemiczne.

Choć smugi chemiczne zdecydowanie należą do sfery teorii spiskowych, pole elektromagnetyczne i związane z nim narażenie są badane od dziesięcioleci. W ramach niedawnego badania zleconego przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) w 12 przeglądach systematycznych oceniono skutki narażenia na częstotliwości od 0 do 300 gigaherców – zakres obejmujący typowy poziom narażenia z telefonu komórkowego, a także przyszłą technologię 6G. Takie promieniowanie charakteryzuje się niskim poziomem energii, a zatem nie jest wystarczająco silne, aby rozerwać wiązania DNA – tak właśnie działają promienie rentgenowskie i inne formy promieniowania wysokoenergetycznego, o których wiadomo, że są kancerogenne. Przedstawione wyniki badań wykazały, że narażenie na działanie fal radiowych poniżej ustalonych progów bezpieczeństwa nie miało żadnego wpływu lub miało bardzo niewielki wpływ na ryzyko wystąpienia nowotworów, takich jak chłoniak (nowotwór układu limfatycznego) lub glejak (rodzaj nowotworu mózgu), a także że nie ma żadnych lub istnieją bardzo nieliczne dowody na objawy wywołane narażeniem na działanie fal radiowych oraz że wyniki dotyczące stresu oksydacyjnego i płodności u zwierząt laboratoryjnych były bardzo zróżnicowane (Exposure to radiofrequency electromagnetic fields and IARC carcinogen assessment: Risk of Bias preliminary literature assessment for 10 key characteristics of human carcinogens, Myrtill Simkó et al., Mutation Research – Reviews in Mutation Research, 796, 2025).

Równie uspokajające są wyniki innych badań na dużą skalę, np. prospektywnego badania z 2024 roku (Mobile phone use and brain tumour risk – COSMOS, a prospective cohort study, Maria Feychting et al., Environment International 185, 2024), w którym przeanalizowano wpływ korzystania z telefonu komórkowego na ryzyko raka mózgu u ponad 250 000 osób i nie stwierdzono zwiększonego ryzyka zachorowania.

„Liczne badania epidemiologiczne, w tym badania kohortowe i badania typu case-control, nie wykazały, że korzystanie z telefonów komórkowych zwiększa ryzyko raka mózgu lub innych nowotworów” – mówi rzecznik ARPANSA, Australijskiej Agencji Ochrony Radiologicznej i Bezpieczeństwa Jądrowego, profesor Ken Karipidis. Brał on udział w sponsorowanym przez WHO przeglądzie, który wykazał, że urządzenia te, będące dla większości ludzi największym źródłem narażenia na fale radiowe, nie są powiązane z rakiem.

„Wyniki badań są również zgodne z badaniami ekologicznymi, które wskazują, że chociaż wykorzystanie technologii bezprzewodowej znacznie wzrosło w ciągu ostatnich 20 lat, nie zaobserwowano wzrostu zachorowań na raka mózgu w Australii” – dodaje prof. Karipidis. „Ogólnie rzecz biorąc, dowody zgromadzone przez kilkadziesiąt lat dają pewność, że ekspozycja na technologie bezprzewodowe, o ile mieści się w ustalonych limitach, nie stanowi zagrożenia dla zdrowia ludzkiego”.

Mimo to wiele badań nad tymi ekspozycjami to niewielkie, eksploracyjne przedsięwzięcia, podatne na błędy, mówi prof. Foster, co może zamącić obraz sytuacji i podsycać strach. „Mówimy o około 100 [badaniach] publikowanych rocznie, a może połowa z nich wskazuje na skutki biologiczne” – mówi. „Te badania generalnie nie są zbyt przekonujące, ale przeciętny człowiek ma dostęp do internetu, może znaleźć wszystkie te badania i się boi”.

Dlatego uważa się, że istnieje potrzeba przeprowadzenia większej liczby wysokiej jakości badań potwierdzających wnioski z głównych raportów.

Ostatecznie brak sygnałów ostrzegawczych w dotychczasowych badaniach sugeruje, że skutki działania pola elektromagnetycznego nie istnieją lub są znikome, zwłaszcza w porównaniu z innymi stresorami środowiskowymi wpływającymi na zdrowie ludzi.

Wypowiedzi ekspertów oraz raporty instytucji takich jak WHO czy wspomniana ARPANSA stoją w wyraźnej opozycji do działań administracji Stanów Zjednoczonych, takich jak apel o zgłaszanie szkód zdrowotnych wywołanych oddziaływaniem pola elektromagnetycznego. Można z przekonaniem stwierdzić, że taka akcja spotęguje atmosferę strachu związanego z użytkowaniem technologii teleinformatycznych, a także nasili protesty przeciwko tym technologiom. A ani strach, ani protesty nie mają naukowego uzasadnienia.

Źródło: https://www.scientificamerican.com/article/rfk-jr-is-focusing-attention-on-electromagnetic-fields-heres-what-the-science-says-about-exposure/